Chadō – Droga herbaty

Chadō – Droga herbaty (jap. 茶道) kultywowana od wieków tradycja picia herbaty w oparciu o filozofię życia zakładającą czynienie dobra i życie w harmonii z naturą.

Published in: on 17 Kwiecień 2010 at 19:17  Dodaj komentarz  
Tags: , , , ,

Napój salonowy

W dawnej Polsce herbata budziła wprawdzie liczne kontrowersje, ale stanowiła też przysmak salonowy. W pamiętnikach Jana Dulkana Ochockiego, szambelana króla Poniatowskiego, czytamy: „ W stolicy były już herbaty tańcujące i dawano ten napój na wieczorach, na prowincji ledwie tego ziółka w chorobach zażywano. (…) U prymasa Michała Poniatowskiego na tak zwanych Cosette (pogawędkach) co piątek od godziny 9 do 11 trwających, na które mnóstwo osób, osobliwie dam się zjeżdżało (…) oprócz herbaty dawano lody, cukry i wina, które miały więcej amatorów od chińskiego napoju”. Dla jednych herbata była towarzyszką pogawędek i zabaw, dla innych muzą. W poetyckie nastroje wprawiła nawet Placyda Jankowskiego – duchownego, urzędnika i literata, który zachwycony pisał: ”herbata najlepiej wyraża myśl naszego wieku. Jest coś omdlałego, blado-żółto-zielonkawego, półsłodkiego, eterycznego! (…) jest to jednym słowem poezja nowoczesna! Ileż wyższości od nudnej, klasycznej kawy!”.

Europejskie początki

Chińczycy znają herbatę już od tysięcy lat. Na Stary Kontynent napój ten dotarł jednak dopiero w XVII wieku – najpierw przywieźli go z Chin Holendrzy, wymieniając na szałwię, a kolejne skrzynie sprowadzili Anglicy. Egzotyczne listki trafiły na podatny grunt – europejskie elity zafascynowane Orientem szybko się w herbacie rozsmakowały. Eleganckie panie i panowie pijali ją również, by nieco wzmocnić zdrowie. Nie każdego jednak było wówczas stać na herbatę. Służący z bogatych domów suszyli zużyte liście i odsprzedawali je biedniejszym miłośnikom cennego naparu. Ale także bogaci nie zawsze potrafili potraktować herbatę jak należy. Pewna światowa dama wysłała nieco herbaty w prezencie swojej krewnej w Szkocji, która – nie wiedząc, co z nią zrobić – ugotowała liście, odcedziła je, wylała napar i podała swoim gościom… jak szpinak.

Wymarzony klimat

Herbata nie urośnie wszędzie. Przekonali się o tym Anglicy, próbując w XIX wieku założyć plantacje w Anglii. Skończyło się to fiaskiem, a Anglicy zrozumieli, jak duże znaczenie dla herbaty ma klimat. Postawili więc na Indie (ówczesną ich kolonię), gdzie klimat przypominał warunki panujące w Chinach. Ale prawdziwym strzałem w dziesiątkę były plantacje na Cejlonie. Herbata znalazła tam wymarzone warunki rozwoju: nasłonecznione stoki, częste i obfite deszcze, duże różnice temperatur, lato trwające cały rok i zróżnicowane wysokości. Właśnie taki zwrotnikowy klimat służy herbacie najlepiej. Nic dziwnego, że największymi producentami herbaty są Indie, Chiny i Sri Lanka (Cejlon). Co ciekawe, najmniejsza z nich Sri Lanka jest zarazem największym obok Kenii eksporterem herbaty na świecie! I to jakiej!

Robert Fortune – łowca sekretów

Mimo dużej popularności herbaty w Europie, aż do połowy XIX w. jej uprawa i produkcja była sekretem pilnie strzeżonym przez Chińczyków. Wszystko się zmieniło, kiedy w podróż do Chin wybrał się botanik Robert Fortune. Podróżował po Chinach w przebraniu. Raz podając się za chińskiego kupca, raz za mongolskiego mandaryna, obserwował pracę rolników oraz sposoby obchodzenia się z herbatą zwykłych Chińczyków. Wszystkie swoje spostrzeżenia zapisywał w dzienniku, który po opublikowaniu stał się prawdziwym bestsellerem. To dzięki Fortune’owi Europejczycy docenili znaczenie jakości wody przeznaczonej do przygotowania naparu, sposobu parzenia herbaty oraz jej przechowywania.

Prosto z Chin Fortune udał się do Indii w towarzystwie najwyższej klasy chińskich specjalistów, którzy pomogli założyć plantacje w północno-zachodnich Indiach. Tak herbata wyruszyła na triumfalny podbój świata.

Tęga jak wino

Herbata miała w Polsce swoje lepsze i gorsze chwile. XVIII wiek był dla niej niestety stracony – o herbacie niewiele było wówczas wiadomo. Osobliwego zdania na jej temat był autor „Opisu obyczajów” Jędrzej Kitowicz, który pisał: „herbatę,jako sprawującą suchoty i oziębiającą żołądek, wcale zarzucano: policzano ją w liczbie lekarstw przeciw gorączce i do wypłukania gardła po ejekcjach (wymiotach), mianowicie z gwałtownego pijaństwa pochodzących”. Z podobnymi okolicznościami herbata kojarzyła się Ignacemu Krasickiemu. Zwierzał się: „W południe budzę się, ciąży głowa jak ołów, krztuszę się i nudzę (mam nudności), jejmość radzi herbatę, lecz to trunek mdlący”. Opinie te powtarzają się do połowy XIX wieku. W sarmackiej powieści Henryka Rzewuskiego „Listopad” herbata jest: „tak tęgą, że ją można było zrazu wziąć za wino królewskie (…). Zażywał ją tylko po wielkim przepiciu i to dwie szczypty z szafranem zmieszanej, rozgotowane w 3 kwartach (ok 3 litrów) wody”.

Published in: on 22 Listopad 2009 at 20:13  Dodaj komentarz  
Tags: , , , ,

Przysmak hrabiego

Swoją nazwę słynna herbata Earl Grey zawdzięcza Anglikom, którzy nazwali ją tak na cześć… premiera. Legenda głosi, że pewien brytyjski dyplomata uratował niegdyś życie chińskiemu mandarynowi. Wówczas hrabia Charles Grey (1764-1845), premier Anglii, otrzymał w dowód wdzięczności paczuszkę herbaty z dodatkiem skórki kantońskiej pomarańczy oraz – co okazało się dla Anglika najcenniejsze – przepis umożliwiający produkcję nieznanego mu wcześniej napoju. Inna wersja tej historii utrzymuje jednak, że Charles Grey nie dostał przepisu, ale tylko wyśmienitą mieszankę. Nowy napar zyskał zaś tak wielkie uznanie w jego salonie, że zlecił on najwybitniejszym ówczesnym kiperom wykonanie możliwie najwierniejszej „kopii”. Która z opowieści jest prawdziwa – nie wiadomo. Wiadomo natomiast, że Earl Grey to jedna z częściej spożywanych herbat na świecie.

 

Follow

Otrzymuj każdy nowy wpis na swoją skrzynkę e-mail.